SPONSOR GŁÓWNY

Energa

ORGANIZATOR

WP.pl

 

Plebiscyt "Świetlna stolica Polski" zakończony

Wkrótce ogłoszenie wyników

Zobacz galerie

 

Konkurs "Jaśnie galerie" zakończony

Wkrótce ogłoszenie wyników

Zobacz galerie finałową

Styl
Lidia Popiel: w Paryżu czułam się jak uboga krewna

Źródło: WP.PL | 23.01.2017

Żona, bizneswoman, była modelka, ale przede wszystkim fotograf. Lidia Popiel nie przestaje inspirować młodych twórców, ale też zwykłe kobiety. Od lat udowadnia, że wiek nie gra roli, a najważniejsza jest pasja. - Kobiety zbuntowały się przeciwko ciągłemu mówieniu im, co mają robić. Im wcześniej zaczną być niezależne i zbuntowane, tym spokojniejszą i piękniejszą będą miały starość. Pracuję nad swoim permanentnym buntem - opowiada. 

Rudolf Arnheim, jeden z teoretyków fotografii, pisał, że nie da się myśleć słowami, że niezbędne są obrazy. Bez nich nie jesteśmy w stanie opisywać życia. A gdyby pani miała pokazać swoje życie na jednej fotografii, to co by się na niej znalazło?

Morze traw na wietrze przy niskim słońcu.

 

Lidia Popiel - fotografka, wykładowczyni w Warszawskiej Szkole Filmowej oraz wieloletnia ambasadorka i przewodnicząca jury akcji „Świeć się z Energą” na najpiękniejsze zdjęcia oddające blask zimowej i świątecznej atmosfery (fot.: Jacek Fota)


Fotografuje pani od początku lat 80. W wywiadach przyznaje pani, że nigdy nie jedzie do pracy, ale robić zdjęcia. Fotografia wciąż potrafi panią zaskoczyć, czy po jakimś czasie przychodzi rutyna?

Trzeba być czujnym. Fotografia ciągle się zmienia i ciągle daje niezłego kopa, żeby jednak w tę rutynę nie popadać. Niełatwo przewidzieć, co się wydarzy w fotografii. Będąc w środku tego świata, warto być otwartym na czasami zaskakujący obrót rzeczy.

Łatwiej fotografuje się bliskie osoby czy te nieznane?

Lubię fotografować znajome osoby, ale zupełnie nieznana osoba przed aparatem to jak odkrywanie nieznanych krain.

Wyobraża sobie pani swoje życie bez fotografii? Bez mody?

Na szczęście nie muszę sobie tego wyobrażać. Nic nie zapowiada upadku fotografii. Moda z kolei jest sposobem na wyrażanie swoich poglądów. Często podkreśla charakter i nastrój.

Prowadzi pani wiele zajęć ze studentami. Jaka jest najważniejsza rzecz, którą stara się pani im przekazać?

Ważny dla mnie jest szacunek i wiara w siebie. Szacunek do własnej pracy i do ludzi, z którymi pracują. Mam nadzieję, że moi studenci będą szczerzy w swoich fotograficznych wypowiedziach, będą czuli naprawdę, że są dobrymi obserwatorami i będą potrafili wykorzystać umiejętności techniczne do przekazania myśli. Każdy ze studentów jest indywidualnością, warto to pielęgnować i pomagać im w określeniu siebie.  Sama studiuję fotografię. Na początku trudno się odnaleźć, ale z czasem każdy znajduje swoją magię. Niestety wielu osobom trudno się przebić. Jednak mimo wszystko dziś jest łatwiej pokazać swoje prace niż kiedyś.

Dziś każdy, kto ma sprzęt, może nazwać się fotografem. Czy profesjonaliści są w ogóle jeszcze potrzebni?

Nawet jeśli ktoś nie ma sprzętu, może być fotografem. Dla mnie to cudowne, że istnieje taka powszechna możliwość dokumentacji zdarzeń, zapisu emocji i - dla wielu - ujście dla twórczych aspiracji. Jednak profesjonalizm polega na głębokiej świadomości tworzonego obrazu i na umiejętności wykonania fotografii na zamówienie – przez profesjonalną osobę lub firmę.

Zarówno teoretycy fotografii, jak i sami fotografowie lubią demonizować Photoshopa. Rozmawiałam jakiś czas temu z Bruce’em Gildenem, który z wściekłością opowiadał o tym, że wolimy plastikowe obrazki od naturalności. Zgodziłaby się pani z Gildenem?

Gratuluję możliwości rozmowy z mistrzem. Według mnie na wszystko znajdzie się przestrzeń i dużo zależy od edukacji odbiorców. Jeśli fotografowie będą robić zdjęcia po swojemu, bez dostosowywania się do upodobań masy, jest szansa, że plastik umrze śmiercią naturalną i będziemy się z tego śmiać, jak z monideł. Dużo zależy od poziomu i edukacji ludzi, którzy decydują, jakie obrazy trafiają do odbiorców. Nadużywanie programów jest niezdrowe, zdjęcia tracą wartość dokumentu. Inaczej jest w fotografii mody i wszędzie tam, gdzie fotografia jest podstawą do dalszego tworzenia obrazu.

Czego szuka pani w fotografii?  

Kiedy oglądam czyjeś prace, szukam osoby fotografa. Dlaczego akurat tak widział, jak pracował nad zdjęciem, co myślał? Kiedy sama robię zdjęcia, staram się szukać problemu, samej sobie odpowiedzieć na pytanie - dlaczego to robię, ale również w pewien sposób porządkować świat dookoła mnie, robić ze wszystkiego kompozycje.

Pamięta pani swoje pierwsze zdjęcie?

Jako nastolatka parę razy robiłam zdjęcia, ale moją pierwszą rolkę, z której jedno zdjęcie zostało wykorzystane na plakacie, uznaję za start w pracy fotografa.

Ma pani dziś swoje ulubione?

Od czasu do czasu wpadam na jakieś, do którego nabieram sentymentu, ale to się ciągle zmienia.

Wcześniej pracowała pani jako modelka. Po której stronie aparatu czuje się pani lepiej?

Zdecydowanie za aparatem. Stanie przed nim jest trochę nudne.

Pierwsze kroki w modelingu stawiała pani w 1976 r., prawda? Czuła pani, że złapała pana Boga za nogi?

Zawsze byłam zdystansowana. Miałam już wtedy wielu znajomych fotografów. Myślę, że mogłam być podekscytowana. To był mały rynek, mało pracy i było niewiele modelek.

Niedługo później zaczęła pani pracę w Paryżu. Jak dziewczyna z Polski czuła się w stolicy światowej mody?

Trudno było się czuć jak u siebie. Raczej jak uboga krewna. W PRL-u nie było nawet porządnego make-upu. Ale chyba trzymałam fason i przy okazji dużo się nauczyłam o modzie.

W jednym z wywiadów przyznała pani, że w świecie modelek była odszczepieńcem. To specyficzne środowisko, ale przecież dziewczyny marzą o takiej karierze. To nie było też spełnienie pani marzeń?

Jako osoba dosyć racjonalna, zamieniłam marzenia na rzeczy do zrobienia. Zadaniowość mam we krwi. Traktowałam modeling jak pracę i szybko rozwinęłam inne działalności. Życzę wszystkim dziewczynom wystąpienia w pokazie chociaż raz. To wspaniała zabawa, energia i cudowny wiatr w plecy.

Gdzie było więcej inspiracji? W wielkim świecie czy w Polsce czasów pustych półek, zamkniętych granic, bazarków, braku sieciówek, galerii handlowych?

Doświadczenie estetyki lepszego świata pozwalało na wyszukiwanie i tworzenie swojej przestrzeni. Kolorowej, niepokornej, indywidualnej.  

Dziś pracuje pani po tej drugiej stronie aparatu. Wiele zmieniło się w świecie modelek przez te lata?

Wyrównały się szanse. Polki są piękne, a uroda rozkwita przy niekrzykliwej pewności siebie, której nabrały ostatnio.  

Czy zgodziłaby się pani z tym popularnym stwierdzeniem, że panuje kult młodości?

Zawsze panował. Mamy sporo narzędzi, żeby ten kult pielęgnować. I wyglądamy coraz lepiej, jeśli tylko nie przeginamy. Niech pani znajdzie mi osobę, która mając wybór, stanęłaby murem za zmarszczkami i zwiotczeniami. Z drugiej strony nie można deprecjonować zalet wieku dojrzałego – natura również tutaj dała pewnego rodzaju bonusy. Wspaniale jest fotografować osoby w każdym wieku, każdy ma swoją charakterystykę i zalety.

Często powtarza się: życie zaczyna się po trzydziestce, po czterdziestce. A czy pani powiedziałaby kiedykolwiek, że jej życie zaczęło się po pięćdziesiątce?

Nie lubię tego zerowego podziału. Od nas samych zależą etapy w naszym życiu. Moje życie zaczęło się w momencie urodzenia i staram się je szanować. Każdy rok przynosi coś innego, jeśli tylko tego chcę, a to, co spotykam na swojej drodze, podlega moim decyzjom. Staram się cieszyć życiem, nie krzywdzić ludzi i nie popełniać ponownie błędów, które popełniłam.  

Pytam dlatego, że w którymś momencie życia kobiety słyszą: „to nie wypada” i trochę zamykają się przed światem. Jak to jest u pani?

Egzystencja wielu kobiet oparta jest na podobaniu się innym. Jednak coraz więcej z nich ogarnia się i nie daje się wepchnąć w ramy, szuflady i schematy. Na szczęście „nie wpada” staje się już przeszłością. Kobiety zbuntowały się przeciwko ciągłemu mówieniu im, co mają robić. Powiedzenie „takie kobiece” już nigdy nie będzie znaczyło „gorsze”. Im wcześniej zaczną być niezależne i zbuntowane, tym spokojniejszą i piękniejszą będą miały starość. Pracuję nad swoim permanentnym buntem.

Kobiety bez sensu dążą do perfekcji?

Są naciskane, żeby były perfekcyjne. Są niedoceniane i spychane na margines. Najwięcej pewności siebie odbiera im opieranie komunikacji na wyglądzie.

Pani chyba udaje się uniknąć presji otoczenia?

Ciągle słyszę, że powinnam sobie zrobić to czy tamto, ufarbować, pomalować albo obciąć. Bycie obojętnym i trzymanie się swojego planu wymaga odrobiny siły. Można by było przeznaczyć ją na coś innego. No, trudno.

Ktoś powie, że łatwiej jest zachować dystans, kiedy jest się niezależnym, ma się ugruntowaną pozycję… Co powiedziałaby pani takiej statystycznej Polce po pięćdziesiątce, która utknęła w stereotypach?

To bardzo trudne, zmienić coś w swoim życiu. Tym bardziej, że otoczenie zwykle nie pomaga. Makiawelistyczne sposoby małych kroków wydają się najrozsądniejsze i skuteczne.

Czym dla pani jest to idealne życie? 

To tak jak z pięknem: nie musi być nieskazitelne, żeby było naprawdę piękne.  

Rozmawiała Magdalena Drozdek


 

 

Poleć ten artykuł znajomym

Przeczytaj także: